Kiedy droga jest celem

Zasadniczo droga prowadzi do celu: uczę się, aby coś umieć; pracuję, aby utrzymać siebie i rodzinę; „chodzę” z kimś, aby być kiedyś razem. Można być cały czas w drodze, patrząc na odległy cel. Można być ciągle w drodze, widząc, jak cel się oddala, a czasem nawet znika. Można jednak być w drodze ciesząc się samą drogą. Jakby droga była celem. A może droga jest nawet ważniejsza od celu naszych wysiłków i zmagań? Nie wiem. Poszukajmy odpowiedzi wspólnie.

Fascynuje mnie jednak dziecko, które nie planuje, lecz całym sobą angażuje się w to, co jest teraz. Jak się bawi, to się bawi; jak płacze, to płacze; jak biega, to biega. A ja? Ledwo co wstanę, a już myślę o tym, co będzie wieczorem. Nie zdążę ucieszyć się tym, że dzieci dojrzewają, bo martwię się o to, co będzie kiedy dorosną. Zawsze jestem do przodu. Tylko po co? Może warto zatrzymać się i ucieszyć tym, co jest teraz? Właśnie tak jak dzieci.

Małżeństwo to przecież nie żaden wzniosły ideał, do którego jak na szczyt góry trzeba się wspinać, ale zwyczajna droga, na której warto się chwilę zatrzymać, popatrzeć dokoła, ucieszyć, uśmiechnąć, nabrać sił i iść dalej. I to z podniesioną głową.

ks. Eugeniusz Ploch

© 2009-2018 Remont Małżeński